Wczoraj straciłem dobrego przyjaciela. Dean Barnett miał 41 lat, gdy zmarł na skutek powikłań wywołanych przez mukowiscydozę. Dean i ja poznaliśmy się po raz pierwszy w 1989 roku w Boston University School of Law. Oboje byliśmy uwięzieni w sekcji B, która zawierała kontrakty z wybitnym i wyjątkowo twardym profesorem Clarkem Byse. Dean i ja pomagaliśmy sobie nawzajem przetrwać ten rok. To był zaraźliwy śmiech Dean'a (jeszcze bardziej chytry wariat typ makiaweliczny), który mnie przeniósł.

Zjedliśmy razem lunch przez większość dni w szkole prawniczej. Burger King na Commonwealth Avenue. Będziemy zachwycać się tym, jak Dean zamówi 6-częściowe przetargi na kurczaka, ale większość dni znajdzie 7 lub nawet 8 sztuk, kiedy otworzył pudełko. To prawda, że ​​nie za bardzo nas wtedy ekscytowało. Ale pamiętajcie, że obaj byliśmy biednymi studentami prawa. Dodatkowy przetarg z kurczakiem albo dwa przeszedł długą drogę.

Wciąż pamiętam, jak Dean wziął małą pigułkę przed każdym posiłkiem, przypominając o fizycznej walce, którą toczył całe życie. Powiedział bardzo niewiele o mukowiscydozie. Przez prawie 20 lat nigdy się nie skarżył ani nie pytał dlaczego, przynajmniej nie dla mnie. W rzeczywistości rzadko pojawiał się, a kiedy to robił, dowcip Dean'a nie był daleko w tyle.

Po ukończeniu szkoły prawniczej, Dean pracował jako headhunter, stawiając partnerów i współpracowników w kancelariach prawniczych w Bostonie. Niezależna dusza, Dean nigdy by nie pracowała w dużej firmie prawniczej. Cieszył się z jego niezależności, a poza tym uczynił więcej jako headhunter niż jakikolwiek rocznik z 92 prawa BU wykonał praktykę prawa.

Kilka lat temu trafił na blogosferę i okazał się doskonałym miejscem dla jego intelektu i wglądu. Blogował dla Hugh Hewitta, a ostatnio także dla Weekly Standard.

Zeszłej jesieni miałem okazję spędzić trochę czasu z Deanem w Bostonie. Graliśmy w golfa. On wygrał. Zawsze wygrywał. W szkole prawniczej, nawet z Cystic Fibrosis, kiedy graliśmy w racquetball, bił mnie jak wynajętego muła. Jakoś nie przeszkadzało mi to, że przegrałem z Deanem, nie tak, jakbym miał wybór w tej sprawie.

Podczas gdy on bił mnie w golfa zeszłej jesieni, mówiliśmy o blogowaniu, polityce, Red Sox (oczywiście) i jego żonie. Podczas gdy nigdy nie miałem przyjemności spotykać się z nią, widziana oczami Dean, była prawdziwym haczykiem.

Aby uzyskać wgląd w charakter i perspektywę Dean Barnett, tutaj mówi o swojej chorobie w 2006 roku:

W pewnym momencie podczas mojego wywiadu pytający zapytał mnie, czy spodziewałem się ujrzeć lek na CF w moim życiu. Odpowiedziałem nie, ale to nie ma znaczenia. Kiedy widzisz śmierć z bliska, kilka rzeczy staje się jasnych. Jednym z nich jest to, że wszyscy umieramy, a ta śmierć jest tylko częścią umowy. Drugi jest taki, że życie jest takim błogosławieństwem, to jest tak wspaniałe, nawet jeśli wiesz, że nieuchronne może być blisko ciebie, wciąż chcesz jak najwięcej ugryzień jabłka.

Nikt z nas nie wie, jaka może być przyszłość oczyszczania słonej wody. Moje zdrowie utrzyma obecny stan w nieskończoność w najprawdziwszym tego słowa znaczeniu. Dobre czasy mogą trwać latami, bo jutro wszystko może się rozbić.

Ale niezależnie od tego, ten zabieg dał mi czas - spędzić z żoną, rodziną i przyjaciółmi. Czas uderzyć piłeczki golfowe (zazwyczaj na boki, ale nawet w porządku). Czas ścigać moje psy po domu. Czas, którego szczerze mówiąc nie spodziewałem się mieć. Nie może być większego daru i jest to cud na tak wiele sposobów.

Przez całe życie Dean wielokrotnie i odważnie poruszał się po drodze mniej podróżował. I to zrobiło wielką różnicę.

Spoczywaj w pokoju mój przyjacielu. . .

P.S. Baner dziekana na początku tego postu był "pożyczony" od cotygodniowego standardu. Mam nadzieję, że nie mają nic przeciwko. Poza tym Dean doceniłby moją pomysłowość.

Oto kilka innych artykułów o życiu Deana:

  • Co za gość
  • Horrendous: Dean Barnett przemija

Komentarze Na Stronie: